17 września 2013

Może lepiej nie bierzcie tego na serio.



Ostatnio cały czas chodzę nabuzowana negatywnymi emocjami. Kiedyś byłam małym dzieckiem, uważającym że życie daje nam samo szczęście i uśmiech. Nie interesowałam się tym, skąd moi rodzice wezmą pieniądze na wszystkie słodycze i zabawki, jakie tylko sobie zapragnę. Planowałam idealne życie w pięknym domu, w dużym mieście, po którym mogłabym się poruszać nowym Audi, u boku kochającego męża. Po czym ostatnimi czasy przekonuję się, że nie tak łatwo spełniać swoje marzenia, choć wielu ludziom poprzez szczęście, pieniądze czy fałszywość się to udaje. To takie przykre.

Dostałam się w tym roku na wymarzoną medycynę. Trzy lata ciężkiej pracy poskutkowały, choć w maturalnej klasie musiałam odmawiać sobie wielu imprez czy spotkań ze znajomymi. Jedyne, co szwankuje w moim szczęściu to fakt, że nie dostałam się na tę jedną, wymarzoną akademię medyczną, w tym jednym mieście. Byłam przyzwyczajona do sukcesów, zazwyczaj wszystko działało zgodnie z moim planem - na dużo rzeczy pracowałam, przy czym zawsze dopisywało mi również szczęście. Tym razem go zabrakło. Tym bardziej trudno było mi się z tym pogodzić, bo zawsze próbowałam udowodnić samej sobie, że mogę być w czymś naprawdę dobra, a nawet najlepsza. Tym razem byli lepsi ode mnie. Druga sytuacja - mój kolega uczył się ciężko przez cały czas, potrafił spędzać całe dnie przy książkach. Zabrakło paru punktów. Niewielu ale jednak. Za rok pisze maturę jeszcze raz, ma rok w plecy przez kilka głupich punktów.

To, co jest najbardziej brutalne to fakt, że znam ludzi, którzy dostali się na te studia, na te akademie medyczne, które nam się zamarzyły mimo tego, że imprezowały przez całe liceum, mimo że nie poświęciły tyle czasu, co my. I nie bolałoby to tak bardzo, gdyby nie było wiadomo, że będą studiować płatnie, gdzie progi potrafią być nawet o dwadzieścia punktów niższe. Mnie nie stać na płacenie piętnastu tysięcy za semestr, dlatego starałam się, by studiować za darmo, choć dostać się na darmowe studia jest bardzo ciężko.

Dotarło do mnie też, że sporo ludzi z mojej byłej już, na szczęście, klasy okazało się bardzo nie w porządku. Mówienie przez całe trzy lata, jak to się nie chce iść na medycynę, bo to takie nudne i beznadziejne i w ogóle ich nie kręci, mówienie tego w czerwcu. Po czym co się okazuje? Wszystkie te osoby jak jeden mąż idą na medycynę. Przypadek?

Miło jest sobie pomarzyć. Jednak rzeczywistość bywa bardziej brutalna, niż nam się może wydawać.

Czas otworzyć oczy. Chyba czas dorosnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi Gościu, będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz mój wpis.
Jeśli chcesz jednak napisać coś poniżej wszelkiej krytyki lub tylko zareklamować swojego bloga, lepiej daruj sobie czas, bo wszystkie komentarze tego typu usuwam.
Dziękuję :-)